niedziela, 11 września 2011

TAK WYOBCOWANO DZIKI ZACHÓD

Tłumaczenie tytułów, zwłaszcza filmów, to w Polsce dość drażliwa sprawa. Z jednej strony, często-gęsto trafiają się ich dość głupkowate, albo zwyczajnie spartolone przekłady. Z drugiej, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę, prawie nigdy nie zależą one od tłumacza przygotowującego resztę przekładu, tylko od dystrybutora i jego marketingowców. Tym niemniej, temat jest ciekawy i prędzej czy później zajmę się nim obszerniej. Na razie tylko drobny przedsmak, w miarę aktualny.

Nie tak znowu dawno na ekrany wbił się nowy film Johna Favreau, w ojczyźnie hamburgera znany jako Cowboys & Aliens. U nas ktoś postanowił spolszczyć tytuł na Kowboje & obcy. Ech… Dobra, ja wiem, że większość kinomanów ma zaimpregnowany w łepetynie zestaw konotacji i jak słyszą angielskie słówko „alien”, to od razu w umyśle stają im obrazy obłego, czarnego stwora, barczystej brunetki i decydujących starć. O ile jednak w tamtym przypadku „obcy” sprawdzał się świetnie jako rodzimy odpowiednik, o tyle tutaj brzmi ociupinę nieporadnie – gdybym nie słyszał wcześniej o filmie, tytuł nasunąłby mi raczej skojarzenia z dramatem historycznym o ciężkim losie imigrantów na dzikim zachodzie, niż z radosną przygodówą o kowbojach napieprzających się z kosmitami. Ano właśnie, kosmitami – komuś by odpadło coś witalnego, gdyby polski tytuł brzmiał po prostu Kowboje i kosmici? Nie dość, że brzmi frywolniej i z miejsca kieruje umysł widza na właściwe tory, to jeszcze gratisowo całkiem fajna aliteracja.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza